Nie wszystko trzeba naprawiać. O byciu obok siebie

Uczono nas, że życie powinno się układać. Krok po kroku, sensownie, najlepiej według planu. Że jeśli coś uwiera, to znaczy, że wymaga poprawy. Jeśli boli — leczenia. Jeśli jest niewygodne — zmiany. W tej narracji niewiele jest miejsca na stany pośrednie, na chwile bez nazwy, na dni, które nie chcą prowadzić do żadnego wniosku.

A przecież większość naszego życia składa się właśnie z takich momentów.

Życie nie zawsze chce być poprawiane

Składa się z poranków, które zaczynają się wolniej, niż byśmy chcieli. Z myśli, które nie chcą się uporządkować, choć bardzo się staramy. Z cichego zmęczenia, które nie wynika z nadmiaru obowiązków, ale z samego bycia — w świecie, który jest intensywny, głośny i nieustannie czegoś od nas chce.

Tryb naprawczy, który włącza się automatycznie

W takich chwilach bardzo łatwo uruchamia się w nas tryb naprawczy. Zaczynamy analizować, szukać przyczyny, zastanawiać się, co zrobić, żeby było inaczej. Co zmienić. Co poprawić. Co przyspieszyć albo uprościć. Często robimy to automatycznie, bez chwili zatrzymania, jakby brak rozwiązania był osobistą porażką.

A może to nie jest moment, który domaga się działania.

Może to jeden z tych momentów, które nie potrzebują rozwiązania, tylko obecności.

Cisza, która nie jest pustką

Bycie obok siebie — naprawdę obok — bywa dziś zaskakująco trudne. Wymaga rezygnacji z kontroli, z potrzeby natychmiastowego sensu, z oczekiwania, że każdy stan musi do czegoś prowadzić. Wymaga zgody na to, że nie wszystko da się nazwać, a nie wszystko, co nienazwane, jest puste.

Cisza bardzo często budzi niepokój. Uczyliśmy się ją wypełniać — dźwiękiem, planami, rozmową, bodźcami. Tymczasem cisza nie zawsze jest brakiem. Czasem jest przestrzenią, w której coś powoli się układa, zanim jeszcze będziemy w stanie to zrozumieć. Czasem jest jedynym momentem, w którym możemy naprawdę usłyszeć siebie — bez filtrów, bez oczekiwań, bez presji, by natychmiast reagować.

Zmęczenie, które nie chce być rozwiązane

Podobnie jest ze zmęczeniem. Nie każde zmęczenie oznacza, że robimy coś źle. Nie każde domaga się natychmiastowej regeneracji w formie kolejnego zadania do wykonania. Są takie rodzaje zmęczenia, które chcą po prostu zostać zauważone. Przyjęte bez oceny. Bez próby natychmiastowego „ogarnięcia” ich do końca dnia.

Kiedy pozwalamy sobie na takie bycie obok — siebie, swoich myśli, swojego aktualnego tempa — dzieje się coś subtelnego, ale ważnego. Znika napięcie, które brało się z ciągłej potrzeby poprawiania rzeczywistości. Pojawia się miękkość. Uczucie, że nie musimy wszystkiego rozumieć, żeby móc w tym być.

Bycie obok to nie rezygnacja

To nie jest rezygnacja ani poddanie się. To raczej decyzja, by nie walczyć z każdą chwilą, która nie spełnia naszych oczekiwań. By nie traktować siebie jak projektu do nieustannej optymalizacji. By dać sobie prawo do pauzy, do momentów niedomkniętych, do stanów, które nie chcą być produktywne.

W świecie, który nieustannie zachęca do działania, poprawiania i przyspieszania, bycie obok siebie jest cichym aktem odwagi. To powiedzenie sobie: „nie wszystko musi wydarzyć się teraz”. „Nie wszystko wymaga reakcji”. „Nie wszystko, co trudne, jest błędem”.

Spokój, który nie przychodzi z odpowiedzią

Czasem największą troską, jaką możemy sobie dać, jest obecność. Bez planu. Bez naprawiania. Bez presji, by było inaczej niż jest.

I może właśnie z takiej obecności rodzi się prawdziwy spokój. Nie ten spektakularny, obiecujący nagłą zmianę, ale ten cichy, codzienny, który pozwala oddychać trochę głębiej. Spokój, który nie polega na braku trudnych momentów, ale na tym, że nie musimy z nimi walczyć.

Jeśli dziś czujesz, że nie masz energii, żeby coś poprawiać — to w porządku. Jeśli coś w Tobie chce zwolnić, uprościć, ucichnąć — warto tego posłuchać. Nie wszystko trzeba naprawiać. Czasem wystarczy być obok. Siebie. Dnia. Tego, co właśnie jest.

A jeśli potrzebujesz wokół siebie mniej presji, a więcej przestrzeni — pozwól sobie na chwilę bez pośpiechu. Nie wszystko musi być użyteczne ani prowadzić do zmiany. Czasem samo „jest” znaczy naprawdę dużo.

Previous
Previous

Bezpieczna obecność – jak nasze ciało reaguje na ludzi i przestrzenie

Next
Next

Rytuały codzienności, które wyciszają umysł i wspierają układ nerwowy