Bezpieczna obecność – jak nasze ciało reaguje na ludzi i przestrzenie
Nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, ale nasze ciało nieustannie reaguje na ludzi i przestrzenie wokół nas. Zanim pojawi się myśl, ono już wie, czy może się rozluźnić, czy lepiej pozostać w czujności. Ten tekst jest zaproszeniem do przyjrzenia się temu subtelnemu językowi ciała.
Ciało wie wcześniej niż my
Czasem wystarczy wejść do jakiegoś miejsca albo spotkać konkretną osobę, żeby coś się w nas zmieniło. Oddech robi się płytszy albo nagle zwalnia. Ramiona unoszą się lub opadają, choć nikt nic jeszcze nie powiedział. Ciało reaguje szybciej niż myśl.
Zanim zdążysz ocenić sytuację, układ nerwowy już sprawdza, czy jest bezpiecznie. Czy może się rozluźnić, czy lepiej pozostać w gotowości. Ten cichy skan dzieje się poza świadomością, ale jego skutki czujemy bardzo wyraźnie.
Czym jest bezpieczna obecność
Bezpieczna obecność nie oznacza braku emocji ani idealnych warunków. To stan, w którym ciało nie musi się chronić. Nie musi przewidywać, kontrolować ani napinać się „na zapas”.
Często objawia się subtelnie. Oddychasz głębiej. Nie musisz uważać na każdy gest. Możesz być sobą bez poczucia, że coś jest z Tobą nie tak.
Relacje, które regulują (i te, które męczą)
Nie regulujemy się wyłącznie sami. Regulujemy się w relacjach.
Przy osobach spokojnych, uważnych, obecnych ciało często samo się wycisza. Przy tych, którzy są napięci, chaotyczni albo nieprzewidywalni, czujność rośnie – nawet jeśli rozmowa jest uprzejma i „normalna”.
To dlatego czasem po spotkaniu czujesz zmęczenie, choć nic trudnego się nie wydarzyło. Układ nerwowy reaguje nie tylko na słowa, ale na sposób bycia, ton głosu i tempo drugiej osoby.
Przestrzenie też mają głos
Nie tylko ludzie wpływają na nasze samopoczucie. Również miejsca.
Nadmiar bodźców, hałas, ostre światło czy ciągłe poczucie, że „coś trzeba zrobić”, utrzymują ciało w napięciu. Z kolei przestrzenie, w których jest ciszej i wolniej, komunikują coś zupełnie innego: tu nie trzeba się spieszyć.
Dom, który wspiera, nie musi być idealny ani dopracowany. To raczej przestrzeń, w której ciało dostaje jasny komunikat, że niczego się od niego nie oczekuje.
Gdy ciało nie potrafi się rozluźnić
Jeśli Twoje ciało często pozostaje napięte, nawet w spokojnych warunkach, to nie znaczy, że robisz coś źle. Czasem to efekt długiego okresu stresu, przeciążenia relacyjnego albo życia w trybie ciągłej gotowości.
Układ nerwowy uczy się przez doświadczenie. Jeśli długo nie miał przestrzeni na prawdziwe rozluźnienie, potrzebuje czasu, by znów poczuć zaufanie.
Jak wspierać poczucie bezpieczeństwa na co dzień
Bezpiecznej obecności nie da się wymusić ani wyćwiczyć. Można ją natomiast delikatnie wspierać, zauważając, gdzie i kiedy ciało czuje się choć odrobinę lepiej.
Czasem wystarczy jedna relacja, przy której nie trzeba być czujnym. Jedno miejsce, w którym można naprawdę opaść. Jedna chwila w ciągu dnia, która nie ma celu ani zadania.
Na koniec – o pozwoleniu
Bezpieczna obecność nie jest czymś, co trzeba osiągnąć. Pojawia się wtedy, gdy przestajemy się zmuszać.
Gdy ciało czuje się słyszane. Gdy przestrzeń nie naciska. Gdy relacja nie wymaga gotowości.
Może dziś nie chodzi o to, by robić więcej. Może wystarczy zauważyć, gdzie Twoje ciało już teraz próbuje poczuć się bezpiecznie – i pozwolić mu na to, choćby na chwilę.
Jeśli czujesz, że Twoje ciało potrzebuje więcej bezpiecznej obecności, czasem pomocne jest spotkanie, w którym nie trzeba niczego udowadniać ani naprawiać.
Podczas indywidualnych spotkań tworzę uważną, spokojną przestrzeń, w której można być z tym, co jest – w swoim tempie.
Jeśli masz ochotę, możesz sprawdzić, czy to coś dla Ciebie.